Z perspektywy

Intrygujący jest namysł nad tym, ile osób przewinęło się przez Klub podczas 33 lat kadencji  Wincentego  Szczęsnowicza  jako sekretarza i przez  następnych 27 lat, oraz ile osób zostało „zainfekowanych” wzniosłymi, humanistycznymi ideałami przyjaźni, propagowanymi w Klubie. Inaczej, w dużym uproszczeniu  – czy i w jakim stopniu działalność Klubu przyczyniła się do tego, by „poprawić” ludzi i świat?

Nie sposób to ustalić.  Można jednak czynić następujące rozważania.

W Klubie odbywał się nieustannie „ruch naturalny”. Sekretarz zwierzał się, że często dokonuje skreśleń członków, nawet 80 i więcej rocznie, tych którzy nie spełniają wymagań regulaminowych. Należy tych członków uznać za „przypadkowych” i nie można zakładać, że wynieśli z Klubu jakieś pozytywne nauki.

Liczba członków Klubu wynosiła przeciętnie 700 – 900, lecz również więcej.  W tej liczbie wyróżniała się zawsze pewna liczba osób z dłuższym stażem. Członków tych uważano za „Starą Gwardię” (OG, Old Guard).  W 1969 roku  przy ogólnej liczbie 765 członków stanowili oni 41 procent, a  w 2004 r., krótko przed rozwiązaniem Klubu, przy 78 członkach – 54 procent. Z pewnością można uznać, że liczba „ideowych” członków Klubu, bo za takich można uważać OG,  zawsze była znaczna i że właśnie oni podtrzymywali życie Klubu i powodowali jego przetrwanie w czasie gdy kierował nim Szczęsnowicz, ale też później.

Sekretarz miał bezpośredni kontakt korespondencyjny z wszystkimi członkami Klubu. Wg własnych obliczeń pisał przeciętnie około 3.500 listów rocznie, chociaż we wczesnym okresie istnienia Klubu (przed 1965 r.) liczba ta sięgała 5.000.

Swoje informacje i przemyślenia, zwykle niebanalne i związane z realizacją zadań Klubu, Sekretarz  przekazywał członkom Klubu kilka razy w roku za pośrednictwem Biuletynu. Jest prawdopodobne, że Biuletyn był czytany nie tylko przez członków Klubu.

Sekretarz uczestniczył we wszystkich spotkaniach klubowych, które odbywały się dość regularnie, co najmniej raz w roku, a w których brali udział poza członkami Klubu również jego sympatycy.  Spotkania te służyły lepszemu wzajemnemu poznawaniu się członków, propagowaniu i podtrzymywaniu wśród Bipisów owej szczególnej atmosfery przyjaźni i  zbratania, charakterystycznej dla Klubu.

W   1969 r.   Szczęsnowicz  pisał:   Podczas  moich  podróży   po  świecie  spotkałem   się z więcej niż 300 członkami Klubu, a wielu z nich udzieliło mi wspaniałej gościny. Nie udało się spotkać z innymi.

Szacunkowa liczba osób, które zetknęły się z Klubem i na które Klub wywarł jakiś, choćby najmniejszy pozytywny wpływ, może przekraczać 20.000.  Sam sekretarz oceniał ją po 22 latach działania Klubu na nie mniej niż 10.000.  Szacunkowa liczba 20.000 dotyczy okresu 33 lat, gdy Klubem kierował Szczęsnowicz, a Klub potem istniał jeszcze 27 lat.

Czy liczby te można uznać za miarę sukcesu Szczęsnowicza w realizacji planów, którymi się kierował zakładając Klub?

Charakterystyczna   jest  wypowiedź  jednego   z  członków  Klubu, Anisur Rahmana z Pakistanu wtedy, gdy sekretarz przeżywał zwątpienie w skuteczność realizacji głoszonych w Klubie humanistycznych zasad braterstwa i przyjaźni (1959): „Być może, że nie dostrzega Pan ‘widocznych’ efektów działalności Klubu. Lecz dlaczego  nie  uwzględnia  Pan   ‘niewidocznych’   efektów?   Czy  nie wyczuwa ich Pan w wypowiedziach i listach tych osób, które Pan sam inspirował swoją ideą?

Przecież wie Pan, że takie inspiracje nie wyczerpują się po pierwszym kontakcie, lecz ulegają utrwaleniu i przechodzą z osoby na osobę, nawet na osoby postronne. Nie ma wcale znaczenia, że osoby te nie znajdują się na liście naszych członków, bo i tak są z nami. W taki właśnie sposób nasz Klub przedłuża swój żywot, nawet jeżeli liczba aktywnych   członków   maleje.   Co najważniejsze  –  sukces  polega  na  uczestniczeniu w grze, nie na jej wyniku – to idea olimpijska.  Jak długo Pan sam wierzy w sens działania, nie należy rezygnować tylko dlatego, że zdaje się brakować ‘wizualnych’ efektów”.

To wszystko dotyczy Klubu, ale Wincenty Szczęsnowicz  podczas wojny i po niej przyczynił się planową działalnością oświatowo-edukacyjną (w tym wydawniczą) do integracji polskiej emigracji wojennej i jej asymilacji na terenie Wielkiej Brytanii, zwłaszcza Szkocji, jak również do tego, że miejscowa ludność zaczęła lepiej rozumieć Polaków i ich problemy.

Od połowy 1941 r. profesjonalne już odczyty zajmowały Szczęsnowiczowi 10-20 dni w miesiącu. Odbywały się na obszarze od Kornwalii i Kentu po Szkocję. Jego wykłady i prelekcje w ciągu 4 lat (było ich około 520) mogły skupić około 20.000 słuchaczy.

Nakłady wydanych przez niego książek przekroczyły 20.000 egzemplarzy.

Rozmach organizacyjny charakteryzował również tworzenie przez Szczęsnowicza Brytyjsko-Polskiego Klubu Korespondencyjnego (BPCC). Pół wieku później podobne zespoły zainteresowań zaczęły powstawać dzięki Internetowi.

Działalność Szczesnowicza była akceptowana przez jego wojskowych przełożonych,   dlatego  można  ją  uznać  za  formę  planowej  działalności  edukacyjnej i propagandowej polskich władz emigracyjnych.

Wszystko to jest świadectwem dużego patriotycznego zaangażowania Wincentego Szczęsnowicza w „sprawę polską” na emigracji w Wielkiej Brytanii podczas wojny i po jej zakończeniu.

Późniejsza działalność, w klubie Friendship & Exchange, była jego próbą realizacji w nowych warunkach ideałów, które były jego dewizą życiową.

Zdumiewa, jak bardzo poglądy wyznawane i realizowane przez Szczęsnowicza okazały   się   zbieżne   z   obecnymi   teoriami    globalistycznymi!    Żył  nimi,  szerzył je z głębokim przekonaniem, które wówczas naiwne, obecnie zdumiewa swoją trafnością.

W   jednym  z   Biuletynów   sekretarz   poddał   pod   rozwagę   członków   Klubu filozoficzny problem celów życia i sensu istnienia, który dla niego samego miał zawsze duże znaczenie.  Przedstawił poglądy niektórych członków Klubu na ten temat (1967).

Peter Feldmann,  Chile -  „Wg mnie sens istnienia zawiera się w jednym słowie – MIŁOŚĆ.  Co to jest miłość? Jest to pojęcie bardzo pojemne – ogarnia seks, przyjaźń, pragnienie poznawania, które kierowało naszymi prarodzicami Adamem i Ewą gdy sięgnęli po jabłko by poznać jego smak, po zamiary zdobywców kosmosu. To żądza poznawania, też różne pasje, przedsięwzięcia, hobby itp. Im więcej kochasz, tym bardziej czujesz, że żyjesz, tym więcej sensu nabiera twoje  życie.    Świat   oferuje   ci    wiele   możliwości   rozwoju  i  sensownego  życia,   starania o ludzkość jako taką lub o jednostkę lub jednostki, mężczyznę, kobietę, dziecko, albo na przykład psa, kota, ptaka. Przeżywanie wspaniałej przygody, muzyki, treści książki, kontemplacja dzieła malarskiego, wydarzenia sportowego, filmu i in.”

Amparo Stadlin,  Kolumbia:   „Być dobrym dla innych. Próbować zrozumieć zarówno ludzi dobrych, jak też złych. Przestać myśleć tylko o sobie”.

Nellie Reid,  Japonia:  „Być przyjacielskim dla innych, iść ręka w rękę z Bogiem. Jestem przerażona, że około 90 % japońskich chłopców  i dziewcząt, nawet z tzw. dobrych domów, unika Boga”.

Joyce Anderson, Australia: Uczynić jak najwięcej ludzi szczęśliwymi, czynić możliwie dużo dobra i oczywiście wykonywać swoje obowiązki.

Jarosław Svoboda, Czechosłowacja: Cieszyć się życiem, starać się czynić możliwie najmniej zła wszystkim żywym istotom.

Wincenty Szczęsnowicz przedstawił też własne rozumienie sensu życia:

Świadomość tego, co czynię oraz rozumienie tego, które z moich czynów są dobre, a które złe, lub też które nie są ani dobre, ani złe, a obojętne. Następnie – obserwować i zrozumieć świat, wielkie i małe wydarzenia wokół nas, też ludzi i ich postępki. Również tu umieć rozróżnić to co dobre, a co złe lub obojętne. To wszystko jest oczywiście bardzo trudnym zadaniem ponieważ  nikt  z  nas   nie  jest absolutnie  niezależny  i obojętny.  Jeżeli chcesz oceniać wszystko i wszystkich bardzo sprawiedliwie, „widzieć ludzi, zdarzenia i rzeczy takimi, jakimi są naprawdę” – musiałbyś bardziej surowo i sprawiedliwie oceniać przede wszystkim siebie i być bardziej wyrozumiałym i pobłażliwym w ocenie innych.

Założony przez Wincentego Szczęsnowicza klub korespondencyjny, działał 60 lat i chociaż nie wstrząsnął światem, z pewnością pomógł wielu tysiącom osób zbliżyć się do siebie ‘ponad granicami’, lepiej poznać wzajemnie i zaprzyjaźnić.

Zdumiewa, że działalność Szczęsnowicza, lub nawet samo istnienie Klubu, mimo dużej  aktywności,   zasięgu  i  czasu   oddziaływania  Klubu,   nie   zostało   zauważone i odnotowane przez historyków.1, 2   Spowodowane to było prawdopodobnie sposobem działania Klubu – indywidualnymi, towarzyskimi kontaktami członków, jak też świadomym zamysłem Sekretarza, by unikać niepotrzebnego nagłośnienia, które mogło łatwo doprowadzić do złamania żelaznej reguły Klubu – Nie dążymy do żadnych politycznych ani religijnych celów.

Jednak w latach dużej aktywności Klubu lokalna prasa emigracyjna wielokrotnie publikowała wzmianki o Klubie i wywiady z V.Swiczem.

Szukając materiałów do niniejszego opracowania udało się dotrzeć do kilku byłych członków Klubu. Wszyscy oni byli kiedyś zaliczani do Starej Gwardii (OG) i są – co zrozumiałe – starsi wiekiem. Odnalazło się też kilku nie-członków Klubu, którzy kiedyś spotkali się z Wincentym lub dowiedzili się o nim i Klubie od krewnych.  Od daty, gdy Szczęsnowicz przestał być sekretarzem Klubu, minęło więcej niż 30 lat. Niektórzy z nich pamiętają go jeszcze jako sekretarza, a prawie wszyscy wspominają czas swojej działalności w Klubie miło i z dużym sentymentem.3, 4

Oto niektóre ich wypowiedzi:

Joan M.Gardner, Anglia  -  dostała się do Klubu w 1950 r. za pośrednictwem nieznajomej korespondentki z Polski.  „W czerwcu 1954 r. Wincenty zorganizował spotkanie członków Klubu w Whitby, byłam tam przez kilka dni. Miałam przy tym okazję by poznać okolice, przedtem nie znane mi. Wśród uczestników był też Gerd A. z Niemiec (RFN), sekretarz Klubu na ten kraj. W lipcu 1955 r. Wincenty zorganizował większe spotkanie klubowe, dwutygodniowe i spotkaliśmy się w Niemczech i Szwajcarii. Gerd organizował   to  spotkanie  na terenie  Niemiec,   a  sekretarz  regionalny  na Szwajcarię w swoim kraju./…/ Miałam kontakt z Wincentym aż do jego śmierci. /…/  Wincenty był człowiekiem o silnym charakterze.”

Czesława Makedańska, Polska  - „Do Klubu zostałam przyjęta w 1947 r. Pośredniczył w tym oficer WP, powracający z Zachodu, który w Anglii zetknął się z Klubem i sam był jego członkiem. Jakiś czas później zawiesiłam członkostwo po tym, gdy byłam wzywana do UB, gdzie musiałam tłumaczyć różne sformułowania zawarte w mojej korespondencji. Oryginalne zapisy takie jak  ‘Antoniemu urodziło się dziecko’ lub ‘zdjęcie Stefana dostaniesz później’ uznano za bardzo podejrzane i domagano się interpretacji podejrzewając pewnie, że to język szyfrowany (a chodziło o najzwyklejszego Antoniego i jego nowonarodzone dziecko, Stefana!). Potem znowu znalazłam się w Klubie. /…/ Korespondowaliśmy z Wincentym Szczęsnowiczem od początku mojego członkostwa w Klubie aż do jego choroby w Kostrzynie. Dobierał, wybierał, typował mi korespondentów. Wincenty zechciał być moim ‘wujkiem Wickiem’.  Klub dał mi wiele radości, nawiązywałam wiele przyjaźni. Zdarzało się, żę odwiedzali mnie w domu zagraniczni członkowie. Ja sama, głównie ze względu na rodzaj mojej pracy zawodowej, miałam później też okazję odwiedzać Bipisów w kilku krajach Zachodu. W 1958 r. spotkało mnie wyjątkowe szczęście gdyż uczestniczyłam w Polsce w spotkaniu z Wincentym. /… /  Mam jeszcze nieliczne kontakty z ex członkami Klubu w Anglii, Francji, Finlandii i Szwecji.”

Pat Mamprin, Isle of Wight  -  „Przystąpiłam do Brytyjsko-Polskiego Klubu Korespondencyjnego w 1946 r. i pozostawałam w nim do 1990 r. Zdobyłam w tym czasie wielu przyjaciół korespondencyjnych, wymienialiśmy też znaczki i FDC. Mogłam również podczas moich podróży odwiedzić wielu z nich w ich rodzinnych krajach. Również oni później odwiedzali mnie. /…/ Nie korespondowałam zbyt często z Wincentym, lecz w latach 60-tych przyjechał kiedyś do nas na wyspę i przebywał przez tydzień.”

Jacek Nalaskowski, Polska  -  „Pojawiłem się w klubie w końcowce lat 70 . Pan Wincenty raz tylko napisał do mnie odręczny list – i myślę ze było to krótko przed jego powrotem do Polski. Potem otrzymywałem biuletyny od pani Richardson, przychodziły do mnie przez  wiela  lat.  Nawiązałem  dzięki  nim  kilka  serdecznych  kontaktow  z  członkami w Belgi i USA. To już jednak zamierzchła przeszłość, ale wspomnienia miłe. /…/  Pan Wincenty to rzeczywiście bardzo ciekawa i szacunku godna postać.”

Ulla Malin, Finlandia -  „Pomysł przystąpienia do Klubu podsunął mi mój przyszły mąż (który był członkiem od 1959 r.). Otrzymałam pismo od Wincentego, datowane 28.1.1965 z wzmianką, że ‘ucieszył się otrzymując moją deklarację’ i że załącza Biuletyn No. 73. Na  odwrocie pisma znalazło się nazwisko Doroty H. z Australii wraz z adresem i dopiskiem że ‘byłaby to może dla Ciebie bardzo dobra partnerka do korespondencji’. Istotnie, zdolność przewidywania Wincentego sprawdziła się znakomicie: zostałyśmy serdecznymi przyjaciółkami na dłużej niż 25 lat, do śmierci Doroty./…/ Od 1972 do 1978 byłam regionalną sekretarką Klubu na Finlandię, tzn. zbierałam składki i przesyłałam je Wincentemu.

Odpowiadając na Pana prośbę o charakterystykę Wincentego zastanawialiśmy się z mężem i ustaliliśmy, że Wincenty był: towarzyski, gościnny, uważny i skuteczny w działaniu. /…/ Wincenty był osobą, która powinna być znana młodszym pokoleniom. Jego idea szerzenia pokoju i przyjaźni przez umożliwienie ludziom wzajemnego poznawania się za pośrednictwem listów była genialna. Obecnie mamy Internet … !”

Neville Fairbrother, Anglia –  „ Miałem wielkie szczęście, że poznałem założyciela Klubu, Vincentego Swicza,   czyli   ‘pana Vincentego’,   bo  tak  był  nazywany  przez większość z  nas.    Mieszkał  on   gdy  przystępowałem   do   Klubu,   najpierw  w  Whitby,  potem w Londynie. Tam też odbywały się ‘herbatki’ (tak nazywał spotkania członków Klubu), zwykle w Grosvenor Hotel, na które zjeżdżali się członkowie z bliska i z daleka. Vincenty był osobą zacną i prawdziwym gentlemenem. Przez dłuższy czas korespondowałem z wieloma członkami, gościłem też przez kilka dni członków przybyłych z Nowej Zelandii, Ameryki, Niemiec i Szwajcarii. Chociaż nie utrzymuję już kontaktów z żadnym z nich z wyjątkiem jednego, wieloletniego przyjaciela z Nowej Zelandii uważam, że bycie członkiem Klubu było wspaniałym przeżyciem. Szkoda, że system e-maili wyparł pocztę tradycyjną.  Jeszcze jedno pamiętam – Vincenty zaprojektował odznakę klubową, którą wszyscy członkowie nosili podczas spotkań  /…/”

Barbara Rosiak, Polska  -  „O ile pamiętam zostałam zapisana do F&E w 2001 roku za uprzejmym pośrednictwem Gerarda D., Belga, z którym korespondowałam już rok wcześniej.  Nie udało mi się nawiązać wielu znajomości tą drogą, jednakże jedna z nich przetrwała lata i przerodziła się we wspaniałą włosko-polską przyjaźń. W 2001 roku napisała do mnie młodziutka Włoszka, Annalisa C. z Genui, z którą kontakt od pierwszego listu był bardzo interesujący, serdeczny i pełen zaangażowania. Dość powiedzieć, że trwa on do tej pory, odwiedzałyśmy się całymi rodzinami nawzajem kilkakrotnie, Annalisa studiuje filologię polską na uniwersytecie w swoim mieście, właściwie pisze już pracę dyplomową, nauczyła się świetnie języka polskiego, pokochała Polskę całym sercem, jak i jej najbliżsi. Nie można było sobie chyba wymarzyć piękniejszego spotkania zainicjowanego dzięki miłości do pisania listów i poznawania życia/świata innych.  Bardzo się obie cieszymy, że jest nadzieja na tak szlachetną publikację o Klubie.”

Malcolm R. Mc Ewan, Anglia  -  „Kapitan Vincent Swicz był zakwaterowany w domu moich dziadków (ze strony matki) w Alloa podczas wojny, dokładny adres to  /…/ Moja mama była wtedy młodą dziewczyną, a kapitan Swicz podarował jej swoją książkę ”Poland Still Unknown”, własnoręcznie podpisaną, kórą mama zachowała do dziś.”

Annalisa Carlevaro, Genewa -  „Mój wujek nawiązał kontakt z Klubem gdy był bardzo młody,   prawdopodobnie  zaraz  po   II. wojnie  światowej.   Ja  przystąpiłam  do Klubu w 2001 r., gdy po śmierci wujka zawiadomiłam o tym fakcie p.Richardson, sekretarz Klubu i przez nią zostałam zainteresowana Klubem i otrzymałam propozycję korespondowania z Barbarą Rosiak ze względu na nasze podobne zainteresowania.  Założycielem   Klubu   był   Polak,   pan   Swicz,   odwiedzał   nas   później   kilkakrotnie w Genewie. Z upływem lat wujek stał się seniorem Klubu i utrzymywał kontakty korespondencyjne z większa liczbą klubowiczów, w większości Polaków. Wyznawał często swoją wielką miłość do Polski i do Polaków.

Opowiem pewną zabawną historię: Pod koniec mojej nauki w szkole podstawowej (miałam 11 lat) musiałam napisać większe wypracowanie wymagane do zaliczenia egzaminu końcowego. Zdecydowałam się napisać pracę o geografii Polski, do czego zachęcił mnie wujek twierdząc, że jest to szczególnie interesujący kraj. Pamiętam bardzo dobrze mapę i opis kraju, miasta, góry, rzeki. /…/

Dla mnie, gdy byłam młoda, wujek był najważniejszą osobą. W cudowny, łagodny sposób wprowadził mnie w świat muzyki klasycznej, opery, sztuki, fotografii i jego zasługą było, że spotkałyśmy się (z Barbarą) i serdecznie zaprzyjaźniły.”

„Wincenty Szczęsnowicz wyznawał szlachetne ideały i próbował żyć wg nich, miał   swoją  wizję   pokoju  światowego – niestety   nie  doczekał  się  jej realizacji. Klub i liczni jego przyjaciele z różnych części świata powinni realizować jego przesłanie, któremu on sam nadał w osobistym wymiarze realny kształt.” (K.S.Richardson, sekretarz Klubu F&E)

Optymizmem  napawa   fakt,   że   Wincenty   Szczęsnowicz  i jego  dzieło potrafią obecnie wzbudzać aktywne zainteresowanie młodzieży. Przykładem tego jest znacząca działalność grupy młodzieży z II. Liceum Ogólnokształcącego im. Polonii i Polaków na Świecie w Augustowie, propagująca i utrwalająca pamięć o synu Ziemi Augustowskiej, Wincentym Szczęsnowiczu.5  
———————————————-

1 Wiedza na temat istnienia i działalności BPCC, Klubu F&E i jego założyciela nie została utrwalona w  archiwach instytucji historycznych Wielkiej Brytanii, ani Polski. W zasobach niektórych tych instytucji znajdują się jedynie książki V.Swicza, natomiast nie ma żadnych szczegółowych informacji o autorze ani o Klubie. Również Encyklopedia Polskiej Emigracji i Polonii (5 tomów) nie odnotowała istnienia Klubu ani jej założyciela. Biuletyny Klubu, będące bogatym i podstawowym źródłem wiedzy o Klubie i Wincentym Szczęsnowiczu, nie trafiły do bibliotek; pojedyncze egzemplarze są rozproszone wśród osób prywatnych (autor przekazał kilka egzemplarzy BP w  Londynie). Jeszcze w początkach 2008 r. hasło „The British-Polish Correspondence Club”nie istniało również w  programie Google, poza jednym linkiem – do  nazwiska Joe Jezioranski, który opisał swoje losy powojenne, związane krótko z BPCC (ciekawe!). Nazwa Klubu, pełna czy skrótowa, nie znajdowała się również w programie acronyms.thefreedictionary.com,  póki nie została tam wprowadzona z inicjatywy autora. Obecnie hasła Wincenty Szczęsnowicz (Vincent Swicz) i The British-Polish Correspondence Club występują licznie w Internecie i w Wikipedii.

2 e-mail skierowany do autora 17.9.08: Szanowny Panie,  Z przykrością muszę stwierdzić, że nie mamy żadnych informacji o Wincentym Szczęsnowiczu w naszym Archiwum Osobowym Emigracji, które robione jest w  zasadzie na podstawie nekrologów zamieszczanych w prasie emigracyjnej. Szczęsnowicz zmarl w Polsce i niestety, nie zostało to odpowiednio odnotowane w polskiej prasie ukazującej się w Anglii. Nie ma też nazwiska Szczęsnowicza w wydanej kilka lat temu w Polsce 5-cio tomowej Encyklopedii polskiej emigracji i polonii. Informacje zawarte w Pana liście, jak i te na stronie internetowej wykorzystam więc do założenia kartoteki w Archiwum Osobowym Emigracji. Zupełnie nieznana jest mi działalność The British Polish Correspondence Club (BPCC), nie posiadamy w swoich zbiorach żadnego numeru biuletynu wydawanego przez Szczęsnowicza. Ogromna więc prośba do Pana – jeżeli ma Pan jakiś biuletyn, czy mogłabym go dostać do zbiorów Biblioteki Polskiej??  W Bibliotece mamy tylko 3 pozycje książkowe Swicza: First steps, Poland’s position in Central Europe i Poland still unknown.  Nie wiem czy coś będą mieli o Swiczu,  ale proponuję zwrócić się do Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen Sikorskiego (20 Princes Gate, LONDON  SW7 1PT).  Życzę powodzenia w zdobywaniu informacji i nie ukrywam że będę bardzo wdzięczna za każdą  przysłaną do Biblioteki.  Łączę serdeczne pozdrowienia  -  Jadwiga SZMIDT,  Kierownik / Librarian    Biblioteka Polska POSK / Polish Library POSK, London /adres/

3 Sprawą przesądzającą o możliwości prowadzenia badań biografii Wincentego Szczęsnowicza było odszukanie jego najbliższej rodziny w Polsce. W  kraju w tym czasie rejestrowano około 550 osób z tym nazwiskiem, najwięcej w Białymstoku, Suwałkach i Warszawie. Korzystając z programu Google autor zwrócił się w początkach marca 2008 r. z odpowiednim zapytaniem do kilkunastu losowo wybranych adresatów-internautów. Jedyną osobą, która odpowiedziała na prośbę autora, była pani dr Katarzyna Borawska-Kalbarczyk z Białegostoku. Badając swoje własne koligacje z rodziną Szczęsnowiczów, nie wiedziała nic o Wincentym, jednak uprzejmie pośredniczyła w nawiązaniu kontaktu z seniorką rodziny, panią Janiną Pietrzak z Augustowa, która znała bardzo dobrze Wincentego i dzieje rodziny.  Pozytywna reakcja pani Katarzyny B.-K. na e-mail autora, a później bardzo wydatna pomoc pani Janiny P. umożliwiła prowadzenie badań, a w końcu powstanie tego opracowania.

4   Próby odszukania na terenie Wielkiej Brytanii śladów po Wincentym Szczęsnowiczu i Klubie dały bardzo skromne wyniki. Zwracano się do lokalnych organizacji polonijnych, prasy polonijnej i lokalnych czasopism anglojezycznych, zwłaszcza w Edynburgu, Kirkcaldy i Whitby, gdzie Szczęsnowicz mieszkał i miał swój sekretariat. Adresaci najczęściej nie odpowiadali na zapytania, lub ujawniali swoją niewiedzę na interesujący nas temat.  Dużą aktywnością w tych poszukiwaniach wykazał się Tony Gabis, Anglik zamieszkały w Pitstone, który wraz z autorem książki zainicjował badania historii Swicza i Klubu w początkach 2008 r. i jest gospodarzem okna internetowego poświęconego tematowi. Tony Gabis otrzymał we wrześniu 2008 r. list od Charles’a Woodwarda z Whitby. Była to reakcja na ogłoszone w lokalnej gazecie zapytanie, czy ktoś pamięta V.Swicza.  Ch.W. pamiętał go dobrze. Jako młodzieniec dostarczał mu w początkach lat 60-tych gazety, wymieniał też znaczki pocztowe, bo Szczęsnowicz znany był jako wytrawny filatelista.  Zapamiętał Szczęsnowicza jako miłego pana.  Fragmenty innych listów, Stefana Sliwinskiego i Neville Fairbrother, Malcolma R.McEwana do Tony Gabisa są cytowane w skrypcie.

 5 Fragment listu adresowanego do autora 18.12.2009  Szanowny Panie,  /…/ Informuję Szanownego Pana, iż nasza młodzież wystąpiła w dniu 24 października 2009 na międzynarodowej konferencji naukowej pod patronatem Prezydenta RP na Uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego. Organizatorem konferencji była Światowa Rada Badań nad Polonią, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Łazienki Królewskie oraz Polskie Towarzystwo Naukowe na Obczyźnie w Londynie. Uczniowie przedstawili sylwetki dwóch polskich patriotów: Czesława Wojciechowskiego żołnierza Armii Andersa i Wincentego Szczęsnowicza. Podczas prezentacji multimedialnej zostały wykorzystane Pana materiały za co jesteśmy bardzo wdzięczni. Tematyka jaka została zaprezentowana spotkała się z dużym zainteresowaniem./…/ Z wyrazami szacunku, Wojciech Walulik, Dyrektor II LO, Augustów

 ~