Wspomnienia członków Klubu o V. Swiczu

Wypisy pochodzą w  większości  z Biuletynu Friendship Exchange, Wydanie Specjalne z maja 1988.

Wm. MCMILLAN, Anglia

-    Był spokojnym, przyjaznym człowiekiem. Dzięki Klubowi zaznałam wiele radości. Jestem rada, że kiedyś powiedziałam to Vincentemu. Wniósł on otuchę do mojego życia, wzbogacił je o wszystkie przyjaźnie, które zdobyłam dzięki niemu.

J.ANDERSON, Australia

-  Gościłam Wincentego w moim domu podczas jego wyprawy do Australii w 1961 r. Był niekłopotliwym gościem, bez trudności dopasował się do naszej rodziny. Podczas gdy ja byłam zajęta różnymi czynnościami domowymi, lubił grać na fortepianie, a nawet cicho podśpiewywał. Wyznawał szlachetne ideały i próbował żyć stosownie do nich, miał swoja wizję pokoju światowego – niestety nie doczekał się jej realizacji. Klub i liczni jego przyjaciele z różnych części świata powinni realizować jego przesłanie, któremu on sam w osobistym wymiarze nadał realny kształt.

GERD ADAM, Niemcy Zach.

-  Smutna wiadomość o śmierci Wincentego, chociaż spodziewanej podczas jego choroby, oznacza koniec istnienia pewnej instytucji, był przecież przez długie lata mózgiem Klubu. Zwłaszcza dla nas w Niemczech było sprawą bardzo ważną po wojnie wywołanej przez Hitlera, by nas ponownie akceptowano na świecie jako partnera. Umożliwił nam to Wincenty dzięki swojej otwartości, jednakowym stosunku do ludzi niezależnie od ich ideologii, rasy czy religii. Osobiście jestem mu wdzięczny za umożliwienie wielu kontaktów ponad granicami, zaraz po wojnie, gdy nie było to takie proste jak obecnie. W miarę  jak  się  starzejemy musimy oswajać się z faktem, że tracimy  coraz więcej przyjaciół.  Wincenty był niemal do ostatniej rocznicy swoich urodzin zdrowy i zachował jasny umysł.

TRUDE KRAJIC, Austria

-  Z dużym smutkiem przyjęłam wiadomość o śmierci Vincentego. Z pewnością był on wybitnym człowiekiem i uczynił wiele dla międzynarodowej przyjaźni. W każdym razie wykazał, że istnieje wspólny grunt, na którym wszyscy ludzie potrafią się wzajemnie porozumiewać.

Admirał M.VILLARINHO, Portugalia

-  Od pierwszego naszego spotkania zrodziła sie bardzo szczera przyjaźń miedzy nami, a została ona umocniona niemal 40-letnimi kontaktami. Był bardzo szlachetnym człowiekiem, oddanym swoim przyjaciołom. Znajdował zawsze dobre i właściwe słowo do każdego. Żył dla Klubu i poświęcał całą swoja energię życiową członkom i temu, by Klub funkcjonował. Gdy przeszedł w stan spoczynku i wrócił do Polski jego głównym życzeniem było umrzeć w ojczyźnie, ponieważ był patriotą i był szczerze oddany swojemu krajowi. Dzięki Bogu życzenie jego spełniło się i  mógł nawet przeżyć kilka spokojnych lat w swojej ojczyźnie.

RENE VIZY, Francja

-  / … / Vincenty był naszym dobrym przyjacielem. Przyjechał do Paryża pierwszy raz w latach 50-tych. Potem spotykaliśmy się kilka razy w Londynie, a ostatni raz w Poznaniu w 1985 r. Był wówczas ciągle w dobrej formie, może trochę w myślach rozproszony. W wieku 77 lat zdecydował się na powrót do domu w Polsce, po 40 latach przebywania w Zjednoczonym Królestwie, swojej drugiej ojczyźnie. Wincenty lubił spotkania towarzyskie,lecz nie był przywiązany do świata materialnego. Inteligentny, uprzejmy i miły, nieco ksobny, nie był najlepiej zorganizowany (nikt nie jest doskonały!). Żyjący przeszłością, nie zwrócony ku przyszłości. Pomijając należne pochwały i krytyki – z przekonaniem promował przyjaźń między ludźmi za pomocą osobistych kontaktów. Nigdy nie stawiał żadnych celów politycznych lub religijnych. Niech ludzie i rządzący zgodnie współdziałają. Był dobrym kumplem o pogodnym usposobieniu.

MOHD SABER ALI, Bangladesz

-   Spotkałem się z nim gdy miałem 14 lat. Wywarł na mnie tak duże wrażenie, że do dziś jestem członkiem Klubu. Dla mnie imię Vincenty stało się synonimem klubu Friendship Exchange. Pamiętam, z jakim poświęceniem pracował dla Klubu. Dziwiłem się, że potrafi tak skutecznie załatwiać sprawy tak wielu członków Klubu. Wprowadził mnie również w dziedzinę filatelistyki i wspomagał często znaczkami pocztowymi. Miałem okazję spotkać się z Vincentym trzykrotnie w Anglii i również rozmawiać z nim kilkakrotnie przez telefon. Był moim stałym pen-friendem i byłem z nim w stałym kontakcie.

OLIVE MILLER, Anglia   -   spotkał osobiście Wincentego  dwukrotnie i był jego gościem w Whitby w 1969 r.

- Wielu członków Klubu  pamięta miłe spotkania, które tam się odbywały. Wincenty miał dom blisko brzegu morza, w sezonie letnim udostępniał w nim mieszkania, szczególnie członkom Klubu.

BRUNO FANTINO, Włochy

-  Wstąpiłem do Klubu 35 lat temu, gdy nazywał się The British-Polish Correspondence Club (BPCC). Było to krótko po wojnie i dla nas wszystkich Klub był ostoją przyjaźni ludzi z całego świata, którzy pragnęli żyć w pokoju i zapomnieć o przeszłości. Wincenty i Klub  umożliwili  mi  poznanie  wielu  osób, z którymi przez długie lata korespondowałem, wymieniałem książki, czasopisma, znaczki itp. Teraz już Wincenty nie jest z nami, lecz zostawił nam wielką spuściznę w postaci Klubu. Mam nadzieję, że idea pokoju i przyjaźni, głoszona od początku przez Wincentego, przetrwa.

HENRYK SUŁKOWSKI, Polska

-   Zarówno Sekretarza jak też Klub wspominam bardzo ciepło i z poczuciem  wdzięczności. Ten epizod z okresu młodości  pozostawił  trwały ślad w moim życiu i wpłynął na kształtowanie się niektórych moich poglądów, a może i cech osobowości. Przypuszczam, że wielu młodych członków Klubu miało podobne doznania. Osoba pana Wincentego od początku budziła mój podziw /…/ Podziwiałem inteligencję, sprawność i świetną organizację pracy pana Wincentego – on sam wobec kilkuset członków Klubu!  Swoją korespondencję załatwiał   ręcznie nie korzystając z maszyny do pisania!  A musiał przecież docierać z listami do większości członków indywidualnie!    Listy  jego,  zwykle  krótkie i treściwe, pisane były z dużą swobodą i wdziękiem, ale też taktem i zawsze były „osobiste”, nie pisane „pod szablon” lecz z myślą o konkretnym adresacie i jego sprawach. Wyczuwało się, że pan Wincenty jest szczerze emocjonalnie zaangażowany w swoją pracę.

EUGENE IRVING,– (bliski przyjaciel Wincentego), Biul. F & E No.128, April 1995

- Krótko po moim przybyciu do Anglii spotkałem się z moimi kolegami z wojska i zostałem skontaktowany z Wincentym Swiczem, który był łącznościowcem i Oficerem Edukacyjnym. Potem odwiedziłem go w Kirkcaldy, mieście w Szkocji, gdzie miał swoją siedzibę. Wincenty był wówczas niezwykle pracowity, zarówno w utrzymywaniu kontaktów, jak też w działalności oświatowej. Opublikował kilka książek, które miały pomóc polskim żołnierzom oraz ich krewnym żyć na obczyźnie, w Zjednoczonym Królestwie i w Niemczech. Należy pamiętać, że chodziło wówczas o 200.000 Polaków, którzy  przeżyli  deportacje  na Syberię lub do innych obszarów Związku Radzieckiego, i  dotarli   do  Zjednoczonego   Królestwa  via  Środkowy  Wschód, Włochy lub z innych krajów. Kilka tysięcy przebywało też w Niemczech jako byli jeńcy wojenni lub DP (Displaced Persons, osoby pozbawione stałego miejsca pobytu). Wszystkie te osoby stanowiły część ponad 8-milionowej grupy uchodźców różnych narodowości i przebywały głównie na terenach okupowanych przez Brytyjczyków i Amerykanów. Nie należy też zapominać o milionach byłych niemieckich jeńców wojennych i DP-ów, jako następstwie ustaleń jałtańskich i poczdamskich.

Ogólnie warunki życia były wtedy bardzo złe. / … / Wincenty postanowił, wraz ze swoimi przełożonymi, powołać do życia klub korespondencyjny który mógłby zaspokajać gwałtowną potrzebę kontaktów międzyludzkich, najpierw w obrębie Zjednoczonego Królestwa. Celem było skupić ludzi różnych poglądów, etnicznych grup, poziomów kultury i poglądów politycznych, inaczej – wyeliminować wszelką dyskryminację. Pamiętam, jak Wincenty wychodząc od  znanego łacińskiego powiedzenia „Homo homini lupus” rozmyślał nad sposobami przeciwdziałania mu.

Tak powstał Brytyjsko-Polski Klub Korespondencyjny, który przyjął skrótowa nazwę B.P.C.C. oraz zdrobniałą BIPSY, a później zmienił ją na Friendship Exchange. Zdumiewające, że klub stał się trwałą instytucją i otworzył drzwi dla osób różnych narodowości z różnych krajów. Klub stał się sukcesem, sprawdzonym i potwierdzonym swoim 50-letnim istnieniem.

Patrząc wstecz można powiedzieć, że założenie twórcy Klubu, Wincentego było dalekowzroczne, że przyjaźń miedzy ludźmi można krzewić przez różnorodne kontakty. Jesteśmy mu wdzięczni za jego ofiarny trud i przyrzekamy własne, trwałe zaangażowanie.