Klub po odejściu swojego założyciela

List Wincentego Szczęsnowicza do Kathleen Richardson z kwietnia 1978  przed ostatecznym wyjazdem do Polski:

Droga Kathleen,

Cieszę się bardzo z Twojej decyzji zastąpienia mnie – życzę Ci, by Twoja praca dostarczała Ci tyle radości i zadowolenia, co mnie. Z pewnością jesteś najwłaściwszą osobą do kontynuowania naszego dzieła. Przystąpiłaś do naszego Klubu będąc uczennicą, gdy powstawał Biuletyn Nr 1, w 1945 r. Uczestniczyłaś we wszystkich naszych wzlotach i niepowodzeniach. Co najważniejsze – jesteś szczerze zainteresowana ludzkimi losami, a to takie ważne w pracy sekretarza. Znam to Twoje zaangażowanie, przewiduję też, że ciężar jaki spadnie na Ciebie, będzie nieco mniejszy niż mój.

Bardzo się cieszę, że Twój maż Eric podjął się sprawowania pieczy nad działalnością finansową Klubu i dokumentacją; to z pewnością duża pomoc. Będziesz miała jeszcze jedno udogodnienie – biuletyny będą drukowane w Hastings, co oznacza oszczędność czasu i energii.

Kathleen, życzę Ci dużo szczęścia, Bóg z Tobą – Vincent   

Biuletyn wydawany był nadal pod nazwą ”Friendchip & Exchange”, przez nową sekretarz Klubu, Kathleen S.Richardson, od Nr 104 do Nr 138, do roku 2005/2006, gdy Klub uległ rozwiązaniu. [B 4].

W okresie 33 lat kierowania Klubem przez Wincentego Biuletyn ukazywał się systematycznie, przeciętnie 3 razy w roku. W okresie 27 lat dalszego istnienia Klubu Biuletyn ukazywał się 1-2 razy w roku, zwykle w uboższej szacie graficznej. Wychodziły też numery okolicznościowe, np. z okazji 40- i 50- i 60-lecia Klubu. W maju 1988 r. wydano numer specjalny upamiętniający Założyciela Klubu, zmarłego rok wcześniej. [A 24]

Klub działał dalej po odejściu  swojego założyciela, w myśl jego założeń, dzięki dużemu przywiązaniu nowej sekretarz do idei Klubu oraz osobistej sympatii do Wincentego.

W prowadzeniu Klubu pomagał jej Eric, mąż, a później również ich syn Matt, co pozwalało przedstawiać kierownictwo Klubu jako ”Kathleen and the Richardson Family”.

Po latach, już z okazji 50-lecia działalności Klubu Kathleen S.Richardson wyznała:

„Jak to sie stało, że zostałam sekretarzem generalnym Klubu F & E? Doprawdy nie wiem, ale wiem, że byłam zawsze zainteresowana ludzkimi sprawami i miałam silne przekonanie, że będziemy bardziej tolerancyjni względem siebie, jeżeli będziemy więcej wiedzieli o sobie,  o naszym otoczeniu, o kulturze, o tym jak myślimy, do czego zmierzamy, co sądzimy  o różnych sprawach i dlaczego tak, a nie inaczej.

Wierzę, żę  przetrwanie  Klubu  przez  50 lat w tak skłóconym świecie dowodzi, że istnieją w  każdym  kraju  ludzie,  którzy  akceptują siebie wzajemnie, kochają, są pokojowo usposobieni i są dobrej woli, tak jak Wincenty. /…/”   Charakter Klubu zmieniał się z czasem, co znajdowało odbicie w formie i treści Biuletynów. Bywały one w swojej szacie dość ubogie, gdy były produkowane metodą powielanego maszynopisu. Nie było już w nich intelektualnie inspirujących felietonów Szczęsnowicza na różne tematy, nie było jego „ducha”, jak stwierdzali niektórzy członkowie,  lecz nie  brakowało innych,  bardzo ciekawych tekstów na inne tematy, np. z dziedziny  kultury,  nauki,  geografii,  historii,  sztuki  kulinarnej itp.   Przyznać trzeba z uznaniem, że nowy sekretariat pozostawał do końca istnienia Klubu wierny głównym, programowym założeniom sformułowanym przez Założyciela, którego często wspominano na łamach Biuletynu, zawsze z różnych okazji rocznicowych.

Pierwsza lista członków Klubu ogłoszona przez nową sekretarz w kwietniu 1979 r. (Bull.Nr.105) zawierała 740 nazwisk z 77 krajów  (w tym 23 = 3 % z Polski).  Wśród wszystkich członków 283, tj. 38 % stanowili członkowie ze stażem ponad 7-letnim (OG, Old Guards).

List V.Swicza, byłego sekretarza Klubu, do Kathleen S.Richardson (przedruk z Bull.104, Nov.1978)

Droga Kathleen i wszyscy członkowie Klubu,

Wyobrażam   sobie  , że  chcielibyście dowiedzieć się czegoś o moich ostatnich czynnościach w Anglii, jak też o moich pierwszych wrażeniach z Polski, mojej ojczyzny, z którą byłem rozłączony   przez  39 lat.   Niebyło  łatwo   zakończyć   moją  wieloletnią  aktywną działalność w W.Brytanii i przygotować się do nowego życia w Polsce. Przekazanie Klubu nowej sekretarz było wielką sprawą. Spakowanie setek książek, sterty papierzysk, różnych osobistych rzeczy było innym   wielkim  problemem.  Poza tym musiałem załatwić wiele formalności  tak w polskich, jak i brytyjskich urzędach.

Sama podróż do Polski była czymś bardzo prostym. Odjechałem z Londynu pociągiem 30 lipca o godzinie 9:40, a następnego dnia o 11:40 znalazłem się w Poznaniu. Potem taksówką do Kostrzyna, 21 km na wschód od Poznania. Mój ciężki bagaż dotarł do mnie transportem drogowym tydzień później.

Moje pierwsze wrażenia z Polski są bardzo dobre. Jest wspaniale znaleźć się w domu po wielu latach wędrówek, kilku wielkich przeprowadzkach, różnych odpowiedzialnych zajęciach. Teraz mieszkam z moją zameżną siostrą w uroczym małym miasteczku. Czuję, że pozostanę tu do końca moich dni. /…/

Obecnie mam ponad 79 lat i nikt nie może ode mnie oczekiwać, bym stał się aktywnym członkiem polskiej społeczności; spodziewam się, że będę mógł nacieszyć się moim stanem spoczynku.  Czy mam martwić się tym, że będę skazany na bezczynność? Nie sądzę, by tak miało być. Korespondencja z moimi licznymi, dawnymi przyjaciółmi klubowymi zajmie mi sporo czasu. Zamierzam też nadrobić duże zaległości w czytelnictwie. Podróżowanie? Nie planuję dalekich podróży, lecz zamierzam odwiedzić niektórych drogich przyjaciół, mieszkających blisko Polski. Chciałbym też zwiedzić wiele miejsc w Polsce, których nie zdążyłem zobaczyć przed wojną. Tak więc myślę, że dość pracowite lata przede mną.

Moje   serdeczne   pozdrowienia   dla  moich   wiernych    przyjaciół –  pozostańcie   proszę w kontakcie ze mną.

News – Wiadomości od Wincentego Szczęsnowicza (Bull. No.120, May 1987):

„Wincenty prosił nas by przypomnieć, że ze względu na swój podeszły wiek (20 sierpnia 1986 ukończył 87 lat) nie może pisać częściej do swoich przyjaciół. Ma nadzieję, że   wykażą   oni   zrozumienie  i  wybaczą   mu.   Zdrowie  naszego  byłego   sekretarza
i założyciela FE jest jeszcze względnie dobre, lecz wiek powoduje pewne ograniczenia, a pisanie listów sprawia trudności. Będziemy w stałym kontakcie, a Wincenty od czasu do czasu przekaże nam również jakąś wiadomość do Biuletynu.”

Nekrolog w Biuletynie Friendship & Exchange No. 121, maj 1988:
Wypowiedź Kathleen S.Richardson, sekretarza Klubu F&E w ostatnim numerze Biuletynu, kończącym działalność Klubu 18 lat po śmierci Założyciela:

„Po długim namyśle i z wielkim żalem postanowiliśmy, że Biuletyn ten będzie ostatnim (chodzi o Nr.138, 2005/06)  Lepiej rozwiązać Klub teraz, gdy istnieje ciągle pewna zwarta grupa dawnych członków, niż czekać, aż grupa ta się rozpłynie. Mimo wszystko, okres 60 lat to długi okres. /…/ W ciągu ostatnich lat wielu członków spośród Starej Gwardii odeszło, inni stali się zbyt ułomni by kontynuować korespondencję. Liczba nowych członków poważnie zainteresowanych naszą działalnością nie równoważy ubytków. Obserwujemy zjawisko znikania z naszej listy niektórych krajów, przy równoczesnym wzroście zainteresowania podobnymi klubami o zasięgu globalnym. /…/

Podstawą działania takich związków nie jest już tradycyjna łączność korespondencyjna,  a nowoczesna technika elektroniczna. /…/ Mamy ciągle członków reprezentujących wszystkie kontynenty. Naszym największym życzeniem jest, by nawiązane przyjaźnie były kontynuowane tak długo, jak długo żyją członkowie, lub nawet by były przenoszone na następne pokolenia. /…/ Jeżeli nasi członkowie potrafią w dzisiejszym świecie nadal podtrzymać swoje zainteresowanie, sympatię, empatię i braterskie uczucia i poświęcać się bezinteresownie – znaczy to, że Klub spełnił swoje zadanie.  Znamy wiele takich osób i wiemy, że będą oni nosicielami naszych wspaniałych idei.” [A 25]

Dlaczego Klub przetrwał tak długo?

Istotnie, działalność Klubu i jego przetrwanie przez 60 lat, wśród burzliwych wydarzeń powojennego świata może zadziwiać. Jeżeli uwzględnić fakt, że było to wśród działających klubów korespondencyjnych zjawisko unikalne – ich czas „przeżycia” zwykle był znacznie krótszy – istnienie BPCC, a potem F & E było swojego rodzaju fenomenem.

Co o tym decydowało, jakie były szczególne cechy klubu stworzonego przez Szczęsnowicza, co odróżniało ten klub od innych klubów?

Były to dwie główne cechyosobowość twórcy klubu i dyscyplina klubowa.

Osobowość sekretarza, dla którego praca w klubie stała się z czasem głównym sposobem realizacji jego humanistycznej idei zbliżania do siebie ludzi różnych poglądów przez korespondencję i wzajemne spotkania, stwarzała bardzo specyficzną, przyjacielską atmosferę, która charakteryzowała ten klub. [A 24]  

Dyscyplina klubowa, określona wyraźnie w regulaminie, nakładała na członków obowiązek systematycznej wymiany korespondencji i przestrzegania elementarnych zasad grzeczności i uczynności, nie pomijając oczywiście obowiązku płacenia składek członkowskich. Skład osobowy klubu był przez sekretarza okresowo regulowany przy uwzględnieniu tych zasad. Zarówno dyscyplina klubowa jak i koordynujące działania sekretarza stały się filtrem, który spośród nowo wstępujących członków oddzielał tych, którzy zjawili się przypadkowo i w środowisku klubu nie poczuli się dobrze od tych, którzy szybko identyfikowali się z klubową rodziną.

Jean Court, członkini Klubu pisała w 1964 r.:  „Od 14-go roku życia miałam nieodpartą chęć korespondowania z ludźmi z innych krajów.  Należałam już do różnych klubów korespondencyjnych, lecz żaden nie spodobał mi się tak bardzo, jak ten. Spotkałam już niektórych z moich klubowych przyjaciół, to zawsze takie miłe.”

W Klubie zawsze istniała dość duża grupa „starej gwardii”, która pomagała utrzymywać wspomnianą, specyficzna atmosferę Klubu i jego tradycje. Stało się to widoczne m.in. po odejściu założyciela Klubu z funkcji sekretarza. Klub istniał potem jeszcze 27 lat pod innym kierownictwem, lecz pozostał wierny założeniom programowym Szczęsnowicza i tradycjom klubowym.

Tajemnicą powodzenia i długowieczności klubu było po prostu to, że swoim programem i bardzo umiejętnym prowadzeniem przez sekretarza trafiał w oczekiwania osób, które naprawdę szukały penfriendów i szczerze pragnęły przyjaznego zbliżenia przez korespondencję. [A 25] [A 30a] [A 30b]