Program Klubu

Zmiana   nazwy  miała   swoje   głębsze uzasadnienie,   co   wymaga   wyjaśnienia. W ciągu 7 lat działalności Klubu jego pierwotne założenia programowe traciły na aktualności.  Dominacja Polaków w Klubie nie była już tak widoczna, zmieniał się szybko skład narodowościowy członków. Klub na początku swojego istnienia miał służyć zdemobilizowanym żołnierzom, Polakom z najnowszej wojennej emigracji, pomagać im w zapuszczaniu korzeni w nowych środowiskach. W miarę upływu czasu cele te przestały być pierwszoplanowe, malała liczba członków.  Natomiast rosło zainteresowanie innych grup narodowościowych klubem. Pierwotna nazwa klubu dezorientowała, sugerowała, że może chodzić o jakiś ekskluzywny klub zrzeszający tylko Polaków i Anglików.

Stanąłem wobec poważnego problemu, jak uchronić Klub przed zapaścią. Zdawało się, że istnieje tylko jeden sposób – szukanie członków w innych krajach. Lecz jak to  zrobić?  Nazwa klubu „Brytyjsko-Polski” nie zachęcała osób z innych krajów, by do nas dołączać. Nazwę klubu należało zmienić tak, by przemawiała ona również do osób w innych krajach.

Godną uwagi, szczególną cechą pomysłu Szczęsnowicza było to, że odwoływał się on do inicjatywy jednostek, a nie organizacji społecznych lub politycznych, oraz to, że nie głosił idei pacyfistycznych w rozumieniu istniejących już wówczas ruchów pacyfistycznych.  Klub powołany do życia przez Szczęsnowicza nie występował programowo w obronie pokoju, lecz  głosił hasła ‘przyjaźni ponad granicami’, a okazało się, że były one bardziej nośne, skuteczne i też – antywojenne.

W historii Klubu trzeba odróżnić dwa okresy.  Pierwszy od założenia do lat 1949-1952 r. gdy zadaniem Klubu BPCC było promowanie przyjaźni polsko-brytyjskiej. Miało to ścisły związek z pojawieniem się na Wyspach Brytyjskich nowej fali polskiej emigracji wojennej.   Drugi po 1952 r., gdy doszło do umiędzynarodowienia Klubu i powiększenia zakresu jego działalności o „szerzenie przyjaźni ponad granicami” (Friendship Exchange).

Już w 1949 r. Sekretarz zapowiadał zasadnicze zmiany w działalności Klubu.

/…/  Nasz klub zmienił się ostatnio nieco. Nie w swoim duchu – ten zawsze będzie niezmienny – lecz w swojej strukturze: już nie jest „Brytyjsko-Polski”. Prawda, że gdy wydajemy ten pierwszy „międzynarodowy” biuletyn około dwie trzecie członków stanowią nadal Brytyjczycy i Polacy, lecz warto zwrócić uwagę na dwie ważne sprawy: 1) mamy teraz członków z więcej niż 40 krajów (Pakistan, Portugalia i Bułgaria to nasze najnowsze zdobycze), 2) udział członków nie-Brytyjczyków i nie-Polaków stale wzrasta i może w najbliższym czasie stanowić połowę.

Zachowaliśmy skrót „BPCC” z naszej pierwotnej nazwy lecz być może, że nie będzie to odpowiadać niektórym naszym nowym członkom. /…/ Tradycja jest jednak czymś bardzo ważnym i nie można jej lekceważyć.

/…/ W nowej nazwie nie ma już słowa „korespondencyjny”. /…/  Przekonaliśmy się, że nie jest dobry wymóg stawiany regulaminowo członkom klubu, pisania co najmniej jednego listu miesięcznie. Stawał się on dla wielu wartościowych osób przeszkodą w przystąpieniu do klubu. /…/ Jeżeli nie jesteś skory często pisać listy, napisz choćby jeden list na trzy miesiące, wyślij jedną lub dwie kartki pocztowe, jakąś gazetę ilustrowaną, książeczkę lub cokolwiek, co może ucieszyć twojego partnera korespondencyjnego. Przecież to nie ilość wysłanych listów buduje przyjaźń, lecz coś innego. Co? Na to członkowie muszą odpowiedzieć sobie sami. /…/

Credo naszego klubu wzbogaciliśmy o dwa nowe wyrazy – POKÓJ  i  DOBRA WOLA  spodziewając się, że nie spotka się to z żadnym sprzeciwem. Więc proszę – żadnego straszenia bombą atomową, pobrzękiwania szabelką, żadnego natrętnego politykowania, żadnych niegrzecznych   napaści   słownych   na   kogokolwiek!   Owszem – szczyptę  humoru  i wesołości w korespondencji członkowie z pewnością zaakceptują /…/

Nadal przywiązujemy dużą wagę do lojalności członków w przekonaniu, że umożliwia ona istnienie i sprawne funkcjonowanie klubu. W przeszłości popełnialiśmy błąd kładąc duży nacisk na powiększanie liczby członkówi przyjmując nowych członków bez wstępnej selekcji. W konsekwencji dostali się do klubu niewłaściwi, przypadkowi osobnicy powodując duże zamieszanie. Z czasem udało się osoby te rozpoznać i wyłączyć z klubu. /…/

W naszej nowej formule zaproszenia do wstąpienia do klubu nowym członkom stawiamy następujące wymogi: umysł szczerze „liberalny”, otwarty, tolerancyjny, przyjazny ludziom, zainteresowanie światem, lecz przede wszystkim – gotowość sprawiania przyjemności i radości innym osobom.

Cezura   roku   1952  oznaczała  dla Klubu  zmianę  programową,  zmianę  nazwy i   odznaki   (logo)   Klubu,   lecz   przede    wszystkim    zwiększenie   liczby    członków i zróżnicowanie ich składu narodowościowego. [A 21] Klub Friendship Exchange co prawda nie przekroczył już nigdy liczby 1000 członków, lecz reprezentowali oni przeciętnie nawet 80 różnych krajów świata.

To, co prawdopodobnie również wpłynęło na decyzję Sekretarza, by zmienić nazwę Klubu, to zasadnicza zmiana sytuacji politycznej w Europie i na świecie po zaistnieniu tzw. Żelaznej Kurtyny (1946).

Kontakty korespondencyjne z krajami Bloku Wschodniego stały się trudniejsze. Nie ze względów formalnych, gdyż wymiana korespondencji nie została wyraźnie utrudniona.  Przeszkodą stało się to, że częste kontakty korespondencyjne z krajami Zachodu, zwłaszcza zorganizowanej grupy ludzi (Klub), wzbudzały najgorsze podejrzenia politycznych organów policyjnych w Polsce.  Szczególnie podejrzana wydawała się większa aktywność niektórych członków Klubu, np. tych, którzy werbowali nowych członków lub tych, na których konto bankowe można było wpłacać składki   (tak było w pierwszych latach).  Znane są przypadki, że członkowie Klubu w Polsce byli przesłuchiwani i zastraszani przez organa policyjne. [patrz przypis 10. w rozdz.1]

Ogólnie działania restrykcyjne władz w stosunku do członków Klubu nasilały się wyraźnie od 1948 r. w miarę postępowania stalinizacji życia w Polsce. Przebieg opisywanych zjawisk był różny w różnych okresach i na różnych terenach.  Pamiętając o tym łatwo zrozumieć, że członkowie Klubu z Polski jeszcze w Biuletynach z 1947 r., prawdopodobnie szczerze, zapewniali, że nie odczuwają żadnych ograniczeń ani kontroli swojej działalności korespondencyjnej.

Jeszcze wiele lat później (1976) Szczęsnowicz zwierzał się:  Z przykrością będę zmuszony   wstrzymać  wysyłkę   Biuletynów  do  Iraku,  Niemiec  Wschodnich,  Czechosłowacji i ZSRR, bowiem nie docierają one do adresatów, nawet w zamkniętych kopertach. Znaczy to, że członkowie w tych czterech krajach nie mogą wybierać swoich korespondentów i mogą jedynie liczyć na to, że inni do nich napiszą.

Szczęsnowicz wspominał:  Przed rokiem 1956 moja działalność jako sekretarza Klubu była bardzo ostrożna. Musiałem postępować dyplomatycznie, też bardzo przemyślnie. Na przykład gdy mieliśmy dużo członków w Polsce, niektórzy Brytyjczycy, również członkowie Klubu, zwracali mi uwagę na pewien problem:  pamiętam, że 3 członków Klubu nie wytrzymało nerwowo i uznało za rozsądne opuścić Klub. Prawdopodobnie było więcej rezygnacji powodowanych sytuacją polityczną, ale tylko 3 osoby były szczere i miały odwagę to wyznać.

Z drugiej strony różne czynniki oficjalne w Polsce podejrzewały, że Klub jest jedną z wielu kapitalistycznych organizacji, a jego sekretarz jeszcze jednym amerykańskim lub brytyjskim agentem, może nawet szpiegiem. Miałem poważne kłopoty. Szczęśliwie  te delikatne sprawy należą już do mrocznej przeszłości. [A 27]

Wszystko to co opisałem nie jest moim gorzkim żalem lecz ma być poparciem mojego poglądu, że droga do prawdy bywa nieraz bardzo ciernista.

Nie wiadomo na pewno, lecz można się domyślać, że ta sytuacja wpłynęła również na decyzję Wincentego, by wprowadzić zmiany w wizerunku i programie Klubu i zmienić jego nazwę na –  Friendship & Exchange.  Friendship – Przyjaźn,   to   popularne   wówczas  hasło,  podobnie  jak Pokój,  szczególnie w propagandzie krajów Bloku Wschodniego.  Exchange – Wymiana  należało rozumieć szerzej, niż sugeruje to nazwa polska.  Charakterystyczne, że pierwotnie częściej używana nazwa Friendship and Exchange dość szybko, niepostrzeżenie, była zastępowana nazwą Friendship Exchange.

Wincentemu musiało zależeć na tym, by nie stracić kontaktu korespondencyjnego przede  wszystkim  z   Polską.    Stąd   przypuszczenie,   że   nowa  nazwa Klubu będzie w tych krajach mniej prowokacyjna i „podejrzana” niż poprzednia, odnosząca się do związków   brytyjsko – polskich.     I   jeszcze  nowe  logo  Klubu,   nowa  odznaka.    Jest w niej kolor  niebieski, symbolizujący pokój, jest  też biały ptak, wówczas  uznawany za Gołąbka Pokoju, jakim był popularny symbol (Picasso”) głośnego wówczas, sterowanego zza Żelaznej Kurtyny, światowego Ruchu Obrońców Pokoju. Pierwotne hasło Klubu „rozwijanie przyjaźni między Anglikami i Polakami” sekretarz zastąpił innym – „rozwijanie międzynarodowej przyjaźni”.

Jeżeli takie były przemyślenia i intencje Szczęsnowicza przy tworzeniu Friendship & Exchange,  to świadczyłoby to o jego dużej roztropności i determinacji w podtrzymywaniu działalności Klubu.

W tym kontekście warto zwrócić też uwagę na istotne zmiany, wprowadzone przez Sekretarza do nowych założeń programowych Klubu (porównaj z poprzednimi, j.w.)  Pierwotna wersja programu z okresu utrwalania przyjaźni polsko-brytyjskiej (BPCC) odwoływała się we właściwym miejscu do Biblii, zaś wtórna wersja z okresu „umiędzynarodowienia” Klubu (Friendship & Exchange) odwoływała się uniwersalistycznie do nauk Wielkich Proroków i Nauczycieli (Great Prophets and Seers ).

Cele i zasady działania Klubu Friendship & Exchange określone zostały następująco (1952) :

Rozwijać przyjaźń między ludźmi za pomocą osobistych kontaktów, wzajemnych wizyt, wymiany grzeczności, listów itp. Nie propagujemy żadnych politycznych ani religijnych celów. Nasz pogląd na życie i stosunki międzyludzkie został wyłożony w naukach Wielkich Proroków i Nauczycieli tego świata. Kochamy wolność i nienawidzimy ucisku. Chcemy być wolni od wszelkich rasowych, społecznych,   religijnych i politycznych  uprzedzeń.  Chcemy widzieć ludzi, wydarzenia i rzeczy w ich prawdziwym świetle. Pragniemy rzetelnego poznawania i szerokich horyzontów. Kochamy pokój i przyjaźń. Chcemy żyć w zgodzie ze wszystkimi.
Życie stało się obecnie smutne i trudne. Obiecujemy przeto trochę radości, a przy okazji również wesołości.

Nie powinno dziwić, że realizując plany nieograniczonego zasięgu Klubu, Sekretarz podjął w okresie tzw. „odwilży” w ZSRR próbę pozyskania do Klubu członków z tamtego terenu.  Sam opowiedział o tym w 1962 r.:

Dlaczego nie mamy członków w ZSRR? – Wielu członków zadaje mi to pytanie. Nie odrzucam myśli, by mieć członków w ZSRR lub gdziekolwiek, lecz nie mając żadnych zgłoszeń, żadnych zapytań, co mogę zrobić? By uspokoić moje sumienie wysłałem ostatnio przed moim wyjazdem do Londynu, krótkie pismo do radzieckiej ambasady: „Będę krótko w Londynie, chciałbym omówić z państwem pewną sprawę”. Będąc w Londynie, przedstawiłem attache kulturalnemu ambasady naszą instytucję klubową i spytałem „Czy uważa pan, że klimat dojrzał do tego i widzi pan możliwość, by Klub nasz zyskał członków w Związku Radzieckim”. Radziecki przedstawiciel przyjął mnie bardzo grzecznie, był wyraźnie miło zdziwiony moim płynnym językiem rosyjskim, lecz rozczarował mnie odpowiedzią:  „Idea Klubu jest dobra, lecz nie dałoby się jej realizować przez pana Klub. Nasza konstytucja mówi, że obywatele Związku Radzieckiego nie mogą być członkami organizacji, klubu, którego kierownictwo znajduje się poza terenem ZSRR. Korespondencja miedzy jednostkami jest oczywiście możliwa,  lecz tylko między pokrewnymi organizacjami zagranicą.”

I tyle. Nie sadzę, by Rosjanie zechcieli zmienić swoją konstytucje dla potrzeb naszego Klubu. Jeżeli niektórzy nasi członkowie chcieliby bardzo korespondować z Rosjanami, niech próbują dotrzeć do organizacji, które mają kontakt z obywatelami rosyjskimi. Najbardziej nadają się do tego organizacje studenckie.

W 1967 r. Szczęsnowicz rozważał: Czym jest nasz Klub obecnie? Nie jest żadnym ruchem światowym. Nie jest też jednym z wielu klubów korespondencyjnych, w których istnieją listy członków, ich adresy, wykazy hobby itd. lecz nie istnieje dyscyplina klubowa i nie ma osobistych więzi członków, jak w naszym Klubie. Może właściwa odpowiedź na postawione pytanie powinna brzmieć: nasz Klub jest luźnym związkiem około 900 przyjaciół, osób różnych zawodów, ras, religii, w różnym wieku (od 15 do 85 lat!), powiązanych więzami lojalności ze sobą, również z sekretarzem Klubu. Jak silne są owe więzy? To zależy od indywidualnych cech członków. Nie da się tego ująć w żadne formuły ponieważ lojalności nie da się zmierzyć. Ona po prostu jest lub jej nie ma. Wg mnie więzy lojalności z około połową naszych obecnych członków są bardzo silne.

Są w Klubie  zagorzali, bardzo aktywni „pisarze”, jest ich nieco ponad 200, lecz połowa członków ma 2-3 lub tylko 1 korespondenta. Nie można wiec powiedzieć, że nasz Klub jest bardzo aktywny.

Wiem, że nasze Biuletyny dostarczają wiele radości niektórym członkom, lecz nie wymagają one z ich strony żadnej aktywności. Oferują one trochę satysfakcji, orzeźwienia, odrobinę pokarmu intelektualnego, nieco mądrości i różne inne drobne niekonwencjonalne rozrywki. Jeżeli niektórzy wierni członkowie oczekują ode mnie, bym nadał Klubowi nowy, ożywczy impuls, przykro mi, że muszę ich rozczarować. Żadne nowe inicjatywy! Chcę, by wszystko pozostało takie jak dotychczas, a to z przyczyn, znanych moim przyjaciołom, którzy mnie rozgrzeszają. Czuję, że mój wiek 70 lat upoważnia mnie do tego, by obniżyć nieco loty. Lecz jeżeli obniżyć loty, czy nie wpłynie to na dalsze losy Klubu? Czy istnieje uzasadniona nadzieja,   że  Klub może  przetrwać  następne 10, 20  lub  więcej lat?    Tak, taka szansa istnieje, a wiąże się ona z najmłodszą generacją, grupa wiekową do 30 lat. Dla tej grupy Klub musi się stać szczególnie atrakcyjny /…/