Narodziny idei

Powojenna emigracja, zwana też Drugą Wielką Emigracją, to ponad pół miliona Polaków, w tym około 230 tysięcy zdemobilizowanych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych. Pomoc w zorganizowaniu im życia na obcej ziemi stała się bardzo pilnym, lecz niełatwym zadaniem  zarówno dla organów rządowych na uchodźstwie, jak i dla powstających spontanicznie organizacji społecznych.  Wywiązano się z tego w sposób godny najwyższego uznania. Jedną ze wspomnianych organizacji był Klub utworzony przez Wincentego Szczęsnowicza przy poparciu władz wojskowych.

Wincenty nie przypisywał wyłącznie sobie zasług związanych z powołaniem do życia klubu korespondencyjnego.  Narodziny idei wspominał następująco:

Wszystko zaczęło się od mojego przypadkowego spotkania z państwem Dunlop w sierpniu 1940 r. w mieście Ayr na zachodnim wybrzeżu Szkocji.

 Ale najpierw muszę wyjaśnić dlaczego znalazłem się w Szkocji w 1940 r. Czy wszyscy członkowie wiedzą, że urodziłem się w Polsce, blisko końca 19. wieku? Byłem zawodowym oficerem wojska (kapitanem służby łączności) gdy wybuchła II. wojna światowa. Miałem wyjątkowe szczęście, że po porażce Polski we wrześniu 1939 r. udało mi się dotrzeć do Francji, przekraczając  granice  Rumunii, Jugosławii i Włoch; te ostatnie wówczas jeszcze były neutralne. 

We  Francji  powstawała  wtedy  niewielka polska  armia pod  dowództwem generała Sikorskiego.

Dołączyłem do niej w listopadzie 1939 r. Po miesiącu bałaganu i zamętu również Francja uległa hitlerowcom. A mnie znowu poszczęściło się, bo mogłem uciec do Wielkiej Brytanii.

Byłem jednym z 20.000 polskich żołnierzy, którzy znaleźli się w takiej samej sytuacji. Pojawienie się tych dodatkowych żołnierzy było wielką pomocą dla W.Brytanii, wtedy już zupełnie izolowanej. Kilka tysięcy polskich marynarzy, a szczególnie lotników, odegrało znaczną rolę w tak zwanej Bitwie o Anglię w 1940 r. Większość polskich żołnierzy nie znajdowała dla siebie w Anglii pola działania, poza tym nie miała uzbrojenia ani możliwości zakwaterowania, dlatego skierowano nas do pojedynczych, małych obozów w Szkocji.

Mój obóz oddalony był zaledwie o 20 mil od wybrzeża,  przeto w którąś niedzielę wybrałem się z kolegą do miasta Ayr by podziwiać morze. To właśnie tam spotkaliśmy panią i pana Dunlop, których przyjaźń i pomoc miała decydujący wpływ ma moją późniejszą działalność. Zostaliśmy serdecznie zaproszeni do ich domu w najbliższy weekend. Zdarzyło się pierwszy raz od września 1939 r., że mogliśmy zatrzymać się w prywatnym, przyjaznym domu, więc możecie sobie wyobrazić, jak radośnie to przeżywaliśmy.

Pani Dunlop wyjątkowo łagodnie odniosła się do mojego ułomnego angielskiego, lecz od razu zaskoczyła mnie pewną propozycją: ‘Panie kapitanie, pana język angielski nie jest może najlepszy,  lecz  można panu  pogratulować  umiejętności  wyrażania  swoich myśli. I w związku z tym chcę panu coś zaproponować. Nasza tutejsza ludność  nie wie nic o pana kraju.  Jestem członkinią  Historical Association of Scotland i jestem przekonana, że nasi członkowie byliby panu wdzięczni za wykład o Polsce.’ [B 1]

Poczułem się bardzo zakłopotany  i niepewny. Oczywiście nie byłem przygotowany do wygłaszania  wykładu  w  języku  angielskim  do  audytorium  wykształconych  słuchaczy.   Lecz z pomocą pani Dunlop, która  pomogła w opracowaniu konspektu wykładu i usprawnieniu mojej wymowy (na ile to było możliwe), mogłem 2 listopada 1940 r. wygłosić wykład na Uniwersytecie Glasgow. Audytorium złożone z około 60 osób zdawało się być szczerze zainteresowane, zadawało pytania i wyraziło wdzięczność.

Co to wszystko ma wspólnego z Klubem? Otóż, ten pierwszy wykład spowodował szereg następnych zdarzeń. Zacząłem otrzymywać coraz częściej propozycje odczytów o Polsce. Gdzieś od połowy 1941 r. prowadziłem odczyty prawie profesjonalnie, nawet do 20 w ciągu miesiąca.

W końcu zostałem przeniesiony służbowo z mojej jednostki łączności do Wydziału Prac Kulturalno-Oświatowych.  

Pewien drobny fakt zrodził ideę powołania do życia klubu korespondencyjnego. Po jednym z moich odczytów dla grona młodych  słuchaczy, pewna angielska  dziewczyna  podeszła do mnie i powiedziała, że chciałaby chętnie korespondować z polskim lotnikiem i czy mógłbym jej w tym pomóc.  Innym razem ktoś wyraził chęć wymiany listowej z polskim marynarzem.

Starałem się jak mogłem by pomóc tym dwojgu, a później też w innych podobnych przypadkach. Przyczyniając się do nawiązania kilku brytyjsko-polskich kontaktów korespondencyjnych, pomyślałem czy nie powinniśmy spróbować utworzyć czegoś w rodzaju klubu korespondencyjnego? Miałem kontakt z wieloma szkołami, klubami, różnymi organizacjami,  które może  zechcą   pomóc w  znalezieniu   osób  chętnych  do  korespondowania z   polskimi  żołnierzami.   Przedstawiłem mój plan naszemu szefowi z Kulturalno-Oświatowego w Szkocji, a ten orzekł: ‘Dobry pomysł, niech pan go realizuje’.

Tak, nastąpiła teraz żmudna i długotrwała praca – setki listów, deklaracji itp., dwa lata pracy. Ostateczny wynik zdawał się być zachęcający. Na początku 1945 r. miałem około 800 deklaracji członkostwa.  Można było z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, ze mój planowany Brytyjsko-Polski Klub Korespondencyjny (od 1952 r. klub Friendship Exchange) urzeczywistni się.  Tak też się stało. Po wielu trudach i staraniach pierwszy Biuletyn klubowy, który rozprowadziłem, zaczynał się słowami ‘Przedkładamy Wam owoc Waszej i naszej cierpliwości – pierwszą listę naszych członków BPCC…’

 Świat przeżywał wtedy zakończenie II. wojny światowej i znalazł się w drastycznie zmienionej sytuacji. Przemieszczone granice państw, potężne ruchy ludności, miliony osób pozbawionych stałego miejsca pobytu, zniszczone struktury organizacyjne, poważnie zdezorganizowana łączność i komunikacja – to wszystko rodziło powszechną potrzebę odbudowy, stabilizacji, wzajemnego zbliżenia, lepszego poznawania się.

Miliony ludzi, zagubionych w powojennym chaosie zostało postawionych wobec trudnych, życiowych wyborów.  Polacy poza krajem stanowili znaczną część tej populacji.  Powrót do Ojczyzny, nie takiej, jaka jawiła się im w marzeniach, czy pozostanie w kraju, który dotąd udzielał gościny, a może emigracja do dalekich krajów pionierskiego trudu, owianych legendą sukcesu – to decyzje, które należało podjąć.

Wincenty   Szczęsnowicz  znał  dobrze sytuację  i nastroje swoich rodaków na emigracji.

Sam przeżywał boleśnie swoje rozterki, jako oficer Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii w obliczu rychłej demobilizacji.

Wcześniej pomagał rodakom przez to, że w szeroko zakrojonej akcji propagandowo-oświatowej, prowadzonej na Wyspach, przybliżał sprawy polskie lokalnym władzom i ludności, ułatwiał rodakom życie w nowych warunkach.

Był  pragmatykiem, więc nic dziwnego, że doceniał znaczenie sprawnego systemu łączności dla realizacji swoich zamiarów. A system taki oferowała wówczas jedynie poczta.  Klub jako forma organizacji osób zainteresowanych, korespondencja jako sposób ich kontaktowania się – to było to!

Ręcznie prowadzona korespondencja, która kiedyś była głównym sposobem porozumiewania się ludzi oddalonych od siebie, obecnie ustępuje miejsca takim środkom komunikacji jak telefon, radio lub łączność internetowa.  Warto jednak uświadomić sobie, że pisanie listów, zastępujące w swoim czasie bezpośrednie kontakty osób, oznaczało duże usprawnienie komunikacji międzyludzkiej, było wielkim postępem. Rozwijało też intelektualnie i kulturalnie.

Wincenty Szczęsnowicz stał się jednym z promotorów tej zorganizowanej formy komunikacji na świecie. Swój oryginalny pogląd na świat Szczęsnowicz zamierzał wcielać w życie przez działalność Klubu.

Osiągnął sukces, może na skalę mniejszą niż się spodziewał.

 ~

Początek istnienia i działalności The British-Polish Correspondence Club – BPCC, Brytyjsko-Polskiego Klubu Korespondencyjnego, przypada na kwiecień 1945 r.

Klub został zorganizowany za zgodą i przy poparciu MON, Biura Opieki nad Żołnierzem, wyrażonym w pismie l. dz. 714/bob. z dnia 8 marca 1945. [A 16]

Siedziba Klubu znajdowała się w szkockim mieście Kirkcaldy, przy 3, Novar Crescent, gdzie mieszkał również jego sekretarz.

W ulotce informacyjnej zredagowanej w 1945 r. przy powoływaniu do życia Klubu, twórca określał jego cele m.in. następująco:

Założyliśmy ten Klub z zamiarem rozwijania  przyjaźni między Anglikami i Polakami, zwłaszcza młodymi ludźmi, przez wymianę korespondencji, osobiste kontakty i wzajemne wizyty w lepsze dni, które nadejdą. Nie propagujemy żadnych politycznych celów, nie szerzymy żadnej propagandy. Nasz pogląd na życie i stosunki międzyludzkie odpowiada temu, który wyraża Biblia. Chcemy być wolni od wszelkich społecznych, religijnych lub politycznych uprzedzeń. Chcemy postrzegać ludzi, wydarzenia i rzeczy w ich prawdziwym świetle. /…/  Cenić będziemy Waszą życzliwą pomoc i współpracę./…/ Wszystko, czego oczekujemy od Was to dzielenie z nami naszego zapału i naszych nadziei /… /, a również to, byście wymieniali 1 lub 2 razy w miesiącu listy  z Polakami,  zdemobilizowanymi żołnierzami, przebywającymi obecnie w Wielkiej Brytanii  i tymi w Polsce, tej niezależnej, której wszyscy nam życzą. [A 17] [A 18]

Według pierwotnych założeń członkiem Klubu mógł zostać każdy Anglik lub Polak „dobrej woli”, który ukończył 16 lat. Przewidziano też przyjęcie ograniczonej liczby osób innej narodowości na prawach „członków-gości”.

Na początku Klub liczył około 900 członków, lecz już w styczniu 1947 r. liczba członków przekroczyła 2100, a 52 % tej liczby stanowili Polacy.  Prawdopodobnie była to największa liczba członków w kilkudziesięcioletniej historii Klubu.  

Do wiosny 1947 r. działalność Klubu przebiegała dość gładko. BPCC przysłużyła się, głównie „socjalnie”, polskim żołnierzom, którzy stanowili wówczas około 90 % polskich członków Klubu. Myślę, że było czymś naturalnym, że Klub przyczynił się do tego, że setki polskich żołnierzy znalazło przyjazne środowiska domowe i pomoc ze strony Anglików. I że przyczyniło się to do wzmocnienia przyjaznych kontaktów między Brytyjczykami a Polakami.

Dwa lata później okazało się, że zainteresowanie Klubem osób innych narodowości było tak duże, że trzeba było odstąpić od narodowościowych kryteriów członkostwa.

Oto główne punkty Regulaminu Klubu z tego okresu:

1. Lojalność i fair play to nasze główne zasady regulaminowe.

2. Lojalnosć i fair play między członkami klubu znaczy, że na wszelkie przejawy grzeczności,   listy itp. należy reagować, odpowiadać. Jeżeli nie możesz przyjąć czyjejś propozycji przyjacielskiej wymiany listów, myśli lub czegokolwiek  –  kartka pocztowa z usprawiedliwiającą formułą „przepraszam” to minimum tego, co należy się Twojemu partnerowi.

3. Lojalność w odniesieniu do Sekretarza znaczy -  1) dać wyraz swojej pamięci (list lub kartka) raz lub dwa razy w roku, 2) płacić składkę roczną w odpowiednim czasie i bez poczucia przymusu.

4. Sprawność funkcjonowania Klubu wymaga, by wszystkie adresy publikowane w biuletynach były dokładne i aktualne. Więc znowu wymóg lojalności: bądźcie uprzejmi zawiadamiać sekretarza o wszelkich zmianach swoich stałych adresów. Jeżeli nie ma żadnych zmian w ciągu roku lub dłużej, sekretarz prosi mimo to, by napisać do niego kilka zdań potwierdzających adres, przekazujących pozdrowienia, wiadomości, konstruktywne propozycje, krytyczne uwagi itp. (jeżeli są). Jeżeli ani Ty, ani nikt inny nie napisze do sekretarza choćby raz w ciągu roku, Klub staje się bezużyteczny dla Ciebie i innych.  /…/

9.  Korespondencja i kontakty mogą zostać przerwane w dowolnym czasie. Pozostawiamy to wyczuciu naszych członków, kiedy i jak należy to zrobić. To czego należy oczekiwać, to okazywanie przez Ciebie taktu i dobrych manier. /…/

12. Gdyby zdarzyło się kiedyś, że uznasz członkostwo w Klubie za mało interesujące (bezużyteczne, nudne itp.) duch fair play powinien skłonić Cię, by poprosić Sekretarza, o skreślenie Cię z listy członków.

13. Długoletnie doświadczenie nabyte w kontaktach z naszymi lojalnymi członkami pozwala ustalić następującą zasadę zabezpieczającą sprawną działalność Klubu: Jeżeli członek zalega z opłata rocznej składki, nie zgłasza swojej rezygnacji lub nie prosi o moratorium – zostaje automatycznie umieszczony na specjalnej liście „Opuszczających Klub”.  W ciągu następnych 4 do 6 miesięcy zyskuje ostatnią szansę pozostania w Klubie.

Około 1949/50 r. w biuletynach obok  nazwy Klubu Sekretarz umieszczał „International”, a w 1952 r., już w nowej siedzibie w Whitby, przy 7, Esplanade, zmienił nazwę Klubu na Friendship and Exchange, używaną też  w skróconej formie Friendship Exchange. [A 19] [A 20]